Klient z kosmosu część 3

Patrzyłem szklanym wzrokiem. Brzmiało to jak raport Skarbu Państwa. Gapiłem się na ścianę, kiedy zadzwoni! telefon. Był to mój adwokat, który chciał omówić ze mną umowę wydawniczą. Stwierdził:

„Nigdy nie powinieneś sporządzać umowy bez klauzuli, że cofniesz prawo do kopii w przypadku warunków wynikających z faktu, że wydawcy nie dotrzymają w przyszłości obietnic objętych i nie objętych umową. Ale ten fachowy język nie będzie ci pewnie potrzebny, bo w większości stanów umowa, z której nie wynika takie zabezpieczenie i tak zostałaby prawdopodobnie uznana za niekorzystną.”

Miał rację. Taki język nie był mi potrzebny. Nie wiedziałem nawet, co to za język. Poczułem się głupio. Na szczęście miałem wizytę u pani psycholog. Wiedziałem, że mnie z tego wyciągnie. Rzekła:

„Wydaje ci się, że czujesz się głupio, ale tak naprawdę – jesteś zły. Twoja wrogość wobec osób obdarzonych autorytetem przeraża cię z powodu nie rozwiązanych konfliktów z własnym ojcem. Tłumisz te nieprzyjazne uczucia i usiłujesz sprawiać wrażenie człowieka obdarzonego nadmiernym poczuciem obowiązku i produktywnego. W ten sposób formuje się reakcja.

Możesz dokonać sublimacji swojej wrogości, pisząc poradniki, które, dodam, są sposobem demonstracji twoich własnych problemów pod pretekstem pomocy innym. Jednak nie rozwiązałeś jeszcze kwestii rozwojowych, które tkwią u podłoża.”

Przypuszczam, że chciała w ten sposób powiedzieć, że nie czuję się głupio, ale jestem głupi. Kiedy wyszedłem z jej gabinetu, wydawało mi się, że nadaję się tylko do czytania komiksów. Tam przynajmniej mówią po angielsku.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>